poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Uffff.... jak goraco!

Naczelny laweczkowicz Haßlochu - tak pancia mnie nazwala, a to za sprawa mojej sympatii do laweczki przy alejce obok naszego domu. Ta laweczka jest moja i nic tego nie zmieni. Po kazdym spacerku przysiadamy sobie na niej i odpoczywamy. Jest ocieniona, wiec udar sloneczny lub termiczny mi tam nie grozi. W plecaku z puma pancia trzyma dla mnie przysmaki i wode, z ktorej korzystaja tez inne pieski. Zawsze jakiegos wypatrze, co widac na zalaczonych fotkach :)





W taki upal cien na laweczce to bezcenne :)

A na balkonie? Przed poludniem slonce grzeje jak szalone, ale pancia ma na to swoj sposob. Kladzie na mnie maly reczniczek zmoczony w zimnej wodzie. Zmienia go co piec minut, a ja czuje sie jak ksiaze; na slonku, a jednak w chlodnym. Temu wiekszemu Ksieciu slonce nie przeszkadza, wrecz przeciwnie; szuka je nawet w cieniu. Moge go zrozumiec, bo nie nosi takiego futerka, jakie mam ja - madralinski! :)



Jakos trzeba przezyc te upaly, a pancia robi wszystko, zebym mogl przezyc je bezbolesnie. Sama ucieka od wielkiego slonca, bo mowi, ze boi sie zmarszczek. Te kobiety wymyslaja!  hihihi......

czwartek, 4 sierpnia 2016

Ciiiiiiiii........

Oczywiscie, ze mam swoje wygodne lozeczko. Owszem, wykorzystuje je w nocy, bo wygodniej, no i ... swoje :) Ale poobiednia sjesta musi byc rodzinna, czyli we troje. Jednym slowem faceci na jednym lozku, pancia na drugim. No coz ... ktos musi robic fotki; zgadnijcie kto? ;)))
















Ciiiiiii........

sobota, 25 czerwca 2016

Dlaczego nie?


Gdyby ktos sie o mnie pytal, to jestem :)
CZESC! :)

Pancia to juz kilka razy przykladala sie do napisania kolejnego felietoniku, ale jakos nigdy nie miala melodii, zeby usiasc przy komputerze i w taki sposob spedzic czas relaksu, bo mowi, ze najlepiej relaksuje sie ze mna ;) A ja mowie: dlaczego nie? :) Jak dotad nie mialem panci, ani pana, ani domu, ani nawet wlasnej miseczki. Nikt mnie nie przytulal, nie kochal ... a teraz?

Dla mnie to pancia zapomniala, ze istnieje cos poza jej czworonoznym szczesciem. Tak zawsze do mnie mowi. A jak mowi do mnie: Kocham cie Dino, to miekne jak maslo na sloncu. Wtedy przymykam oczy, jakbym chcial zapomniec, ze przez szesc lat zylem innym swiatem. Wiem, ze to juz przeszlosc i ze moi panstwo nigdy nie pozwola, aby ktokolwiek mnie skrzywdzil. Mam do nich zaufanie, czuje sie bezpieczny w moim domku, niczego mi w nim nie brakuje. Wychodzimy na spacerek szesc razy dziennie, a w czasie upalu jeszcze czesciej, lecz krocej, bo upalow nie znosze. Mam to po panci. Na takim upalnym spacerku chodzimy tam, gdzie cien, a na zakonczenie siadamy na zacienionej laweczce i obserwujemy przechodzacych ludzi; pieski tez. 


Jakby ktos pytal o te pozycje, to w taki 
sposob klade sie na tapczaniku.
Najpierw przod, a potem cala reszta ;)

Na laweczce to mozemy z pancia przesiedziec dlugi czas. To moja inicjatywa, aby jej nie opuscic zbyt wczesnie. Lubie tak poobserwowac, co dzieje sie wokol. Rozne pieski przechodza obok, a ja z wysokosci laweczki oceniam, ktorego warto zaczepic, a ktorego zignorowac. Nigdy nie ignoruje kotow. Jak sie na horyzoncie jakis pojawia, a ja sztywnieje, to pancia pokazuje mi palec na nie i juz wszystko wiem. Kurcze! Ale bym go pogonil! 


Pancia nie wytrzyma, zeby nie cyknac mi jakiejs fotki :)

Teraz jest bardzo upalnie, laweczka na pewno rozwiazuje ten problem. Na spacerach mam wode, bo pancia zawsze nosi ja dla mnie. Chlipie ja co chwilke. Czasami na moja wode zalapie sie jakis inny piesek, ktory widzi jak ja pije i az mu slina po jezyku plynie. Nie ma sprawy, nie jestem przeciez bezduszny. Wody dosc i dla mnie, i dla innych spragnionych pobratymcow. Nie jestem pewny, czy jakis kot zalapalby sie na moja wode. Ale nie dlatego, zebym mu zalowal, o nie! Tylko dlatego, ze moze nie zdzierzylbym jego obecnosci przy mnie. Sam nie wiem, co w tym kociarstwie jest takiego, ze chce mi sie je gonic ;)


My home is my castle

Wszedzie dobrze, ale ... no wlasnie. Gdzie mi bedzie lepiej, jak nie w moim wlasnym domku? Bardzo lubie spacerki, ale swoj domek to ja kocham. Jest urzadzony jakby dla mnie, czyli duzo miejsca do wariowania i duzo przytulnych kacikow, z ktorych chetnie korzystam. 

Bo wlasciwie dlaczego nie? :)

sobota, 12 marca 2016

A pancia mowi, ze jestem galanty ... czyzby?

To w biegu mi pancia zrobila takie "grozne" zdjecie
A moj pan znalazl mi takiego fajnego piszczusia
Jest mi on potrzebny doslownie wszedzie ...
i dlatego nie oddam go nawet kumplowi
Tylko panci ... w zamian za orzeszka
Moj profil ... prawy wydaje mi sie lepszy
En face jeszcze lepiej?
Pancia uwaza, ze jestem fotogeniczny. Moze i tak, ale gogus to ja nie jestem
Tak, prawy profil zdecydowanie ciekawszy
Zwlaszcza z usmiechem
Pancia nazywa to "pantalonki". Co za nazwe wymyslila, ja nazywam to prosciej ...
Ale nie powiem jak, bo to brzydka nazwa.
Moze rzeczywiscie lepiej niech juz beda te "pantalonki" hihihi
Zawsze podskakuje, zeby zlapac piszczusia i dostac nagrode, ale
pancia nie potrafila tego momentu sfotografowac. Szkoda, bo to
sztuczka, ktora opanowalem do perfekcji. 
Po tych zabawach pic sie chce. Pancia zawsze ma dla mnie cos
do przekaszenia i do picia tez. Fajna ta moja pancia.
Wlasnie mowi, ze czas do domu ...
OK! ... komu w droge, temu czas. A droge do domu znam na pamiec :)

poniedziałek, 7 marca 2016

Dieta we dwoje

We dwoje, bo przeciez ja rowniez wprowadzilam do swojego stylu zycia diete zdrowa i energetyczna. 
Samo szczepienie dla Dina bylo przyslowiowa pestka, lecz poszczepienna noc i nastepny dzien byly bardzo trudne. Biegunka, wymioty, totalne oslabienie ... bardzo sie o Dinusia balam. Zadzwonilam do weterynarza, kazala przyjechac. I w tym cala trudnosc; nie mamy auta, pobieglam do apteki. Pani magister zalecila wegiel i jednodniowy post, a potem lekkostrawna diete: kurczak, marchewke i ryz. Pomoglo! :))) Dzisiaj Dino to facet sprzed dnia szczepienia. I byl to poczatek wprowadzenia Dinowi nowej diety; nie tej oferowanej przez sklepy, lecz tej tradycyjnej, domowej, uzupelnianej witaminami i mineralami kupowanymi w sklepie zoologicznym. Dino bardzo sobie chwali domowe jedzonko, co widac na zalaczonym obrazku.

Jest poranek, juz po porannym spacerku. Na samym spacerze szalenstwa z piszczusiem,
no i oczywiscie chrupiace orzeszki, nagroda za wykonywanie panci komend, bo bez niej spacerek jest czasem straconym :)) Maja one wiele witamin i mineralow potrzebnych
pieskom. Po malenkim relaksie i wypoczynku - sniadanie, czyli wlasnie to, co palaszuje:
makaron z maselkiem i twarozkiem. Bylo pyszne, ale troszke za malo, bo pancia juz
gotuje mi obiad. Taki troszke wiekszy :) Poza tym powiedziala, ze to wprowadzanie
nowej diety i nie moze byc na poczatku duzo. Miseczka wylizana, jak umyta ;))
A na obiadek Dino bedzie jadl dzisiaj kurczaka z ryzem i jarzynka. Na liscie zakupow widnieje dzis watrobka drobiowa, cielecina, indyk, platki owsiane, kasza jeczmienna, buraczki, siemie lniane i inne dodatki - maly zapas dla ukochanego pupila. Od czasu do czasu podam mu do tych zestawow mala porcje kupnego mokrego pokarmu; no i oczywiscie jego ulubione chrupiace orzeszki dla pieskow, wspomagajace prace jelit i oslaniajace je. Bede mu piekla ciasteczka z watrobki i platkow owsianych. 

Dieta we dwoje - dieta energetyczna, zroznicowana, 
pelna elementow potrzebnych i mnie, i Dinkowi. 
Bedziemy jesc podobnie, tyle tylko, 
ze nie z tej samej miseczki ;)

piątek, 4 marca 2016

Nie ma to tamto, Gosc ze mnie i czesc!

Ja nie z tych cykorow, co trzesa sie 
przed lada strzykawka. 
Trzeba bylo zaszczepic? Ilez to roboty!


Dostalem trzy zastrzyki w dupke, na trzy rozne psie choroby. Przedtem pani doktor mnie wypukala sluchawkami, czy serce, czy inne narzady dobrze funkcjonuja. Jasne, ze zdrowy! Na pytanie, jakiej jestem rasy otrzymalem odpowiedz, ze Kundelek. Jasnie Pan Kundelek! - wykrzyknalem - nie zalezy mi na szlacheckim pochodzeniu, bo to wszystko takie delikatne, wrazliwe, a ja, jak powiedziala corka mojej panci, nie taki z pierzynek i poduszeczek. Fakt, ze pancia mnie teraz rozpieszcza, jak tylko potrafi najlepiej i ja z tego korzystam, ale to tylko dlatego, ze nie potrafie powiedziec NIE ;)) Po szczepieniu dostalem taka zlota gwiazdke, na ktorej jest napisane: TOLLWUT GEIMPFT - 2016, co oznacza, ze jestem zaszczepiony m.in. przeciw wsciekliznie. Ale przed tym szczepieniem sie troche wscieklem na dwa psy, ktore weszly do przychodni z wielkim krzykiem. Ufffff, gdyby nie ta smycz ... co mnie zaczepiaja?! Teraz juz jestem zarejestrowany u weterynarza, mam tam kartoteke, a pancia dostala rachunek. Chciala mnie? Ma zaszczepionego, dzielnego psa, a nie takiego spod suki ogona! 

poniedziałek, 29 lutego 2016

Bandziorek.

"Teraz juz wiesz, ze masz w domu wojownika."

To slowa mojej coreczki Magdalenki, do ktorej zadzwonilam proszac o porade. Niewiele na swiecie osob, ktore tak znakomicie rozumieja dzieci i zwierzeta, jak wlasnie ona. Wiec do Magdy jak w dym; corciu, Dino narozrabial ...


Konkretnie, poszlo o pileczke.

Spotkalam na polanie moja mila sasiadke ze swoim pieskiem. Od kiedy Dino zamieszkal w tym domu, na tej samej klatce schodowej, obaj ci panowie niezbyt sie lubili. Tamten piesek, jako, ze stary wyga w tym domu zaczepial Dina, a Dinek odpowiadal mu na "dzien dobry" ostrym warczeniem. Na tym ich powitania sie konczyly, bo obaj byli na smyczach. Na polanie spotkali sie na luzie, bez smyczek. Balam sie na poczatku, Dino wydawal mi sie zawsze od tamtego silniejszy, ale ich wspolna zabawa mnie i sasiadke uspokoila. Bylo pieknie, dopoki sasiadka nie rzucila pileczki ....

Mamus, Dino nie byl wychowywany na pierzynkach i poduszeczkach, on musial cale swoje zycie walczyc o swoje, a te pileczke uznal za swoja - usprawiedliwila Dinusia Magdalenka - wcale sie nie dziwie, ze zaatakowal tamtego pieska. Teraz juz wiesz, ze masz w domu wojownika. W wiekszosci podobnych przypadkow bywa tak, ze winna jest prowokujaca ofiara, a nie ten, ktory atakuje. Byc moze w tej sytuacji bylo podobnie; tamten piesek od poczatku bywal prowokujacy, a teraz tez dal Dinowi sygnal, ze ta pileczka nalezy do niego. Dino wiec zawalczyl.

Dowiedzialam sie od Magdalenki, jak mam postepowac, aby nie doszlo ponownie do takiej sytuacji. Sasiadka dzisiaj zaprowadzi swojego pieska do weterynarza, bo Dino go skaleczyl na karku. W tej kotlowaninie czterech przerazonych istot, sasiadka tez doznala kontuzji, skaleczenia palca. W tym samym dniu poszlam do niej z przeprosinami i z zapewnieniem, ze zaplace rachunek, jaki wystawi weterynarz. Dalam tej milej pani piekna laleczke, ktora swego czasu bardzo duzo mnie kosztowala. Pani sasiadka przyznala, ze to byla jej wina, ze mogla przypuszczac, iz beda walczyc o pilke. 
No coz, milosc do Dina mnie troszke kosztuje, ale byla to dla mnie nauczka, ze jak sie ma wojownika w domu, trzeba samemu czasem nastawic tarcze, aby ochraniac  przed nim innych. A tarczą ochraniajacą moj portfel bedzie jego ubezpieczenie przed podobnymi okolicznosciami.