niedziela, 19 lutego 2017

Hmmmmm ....

To jasne, ze kazdy pies chcialby zyc w pelnej rodzinie, ale nie zawsze tak bywa, no i co wtedy? Trzeba sie pogodzic z mysla, ze nie zawsze pies ma to wszystko, co chcialby miec. 


Ludzie to bardzo lubia sobie komplikowac zycie. A ja to przezywam. Z wielka troska patrze na denerwujaca sie pancie. Ona widzi moj podkulony ogon i smutne oczy, usmiecha sie do mnie i mowi, ze to juz ostatnie jej nerwowe dni, ze za dwa tygodnie bedzie juz zupelnie wyciszona. No i ja wierze mojej panci. Przeciez nigdy wczesniej mnie nie zawiodla. I jasne jest, ze zostane przy niej, a pan moze kiedys znajdzie sobie innego pieska z inna pancia? 
Ja tam nie znam sie na tych ludzkich problemach, ale zawsze murem stane za moim domem, ktory mi stworzyla moja ukochana pancia, za moimi sprzetami, za moimi zapachami i sladami, ktore dobrze znam. Szkoda, ze to wszystko sie tak pomieszalo, ale dopoki pancia sie usmiecha, to i ja bede sie usmiechal :) Hau, Hau, Hau!

wtorek, 31 stycznia 2017

Ciach! Ciach!

Wrrrrrr......

Widzieliscie takie narzedzie tortur? Znacie jego smak? Ja go poznalem dzisiaj. Ja wiem, ze raz w roku powinno sie obcinac pazurki, ale kto to powiedzial, ze to nie boli?! Boli!! I to jak! Pancia mi tlumaczy, ze nie obcinanie boli, ale to moje wykrecanie sie od tego zabiegu i walka z siostra, ktora go wykonuje. Ze gdybym byl spokojny, to nie poczulbym nawet, co jest grane. Ale jak tu sie nie wykrecac, jak trzy osoby mnie trzymaja i nie pozwola sie poruszyc? Pani pielegniarka musiala poprosic swoja kolezanke do pomocy, aby przez to moje wyrywanie sie nie zrobila mi krzywdy. Kurcze! Po co mnie tam pan i pancia zawiezli? Pielegniarka po zabiegu mnie pochwalila, ze jestem krzepki i silny, a ja mam to chwalenie gdzies. Podala mi na oslode jakis smakolyk, a ja tylko przez uprzejmosc wzialem go do mordki, a jak ona sie tylko odwrocila, to go wyplulem. Chcialem sie jak najszybciej stamtad wydostac. Przed samym zabiegiem bylo fajno. Siedzialem obok klatki z kotem. Czujecie to? Nie moglem od niego oderwac wzroku. Zaniepokojona pancia kota wziela klatke na kolana, tak na wszelka okolicznosc. Chyba to zrobila dlatego, ze widziala w moich oczach cos, czego inni nie zauwazyli. Ostatecznie to byl jej kot. No to ja przez 10 minut siedzialem z zadartym nosem i dalej patrzylem. Kiedy zawolali nazwisko panci i ruszylismy, tamta pani odetchnela ;)) Nie wiem, co kotu dolegalo, ale mnie w pokoju zabiegowym najbardziej dolegal brak wolnosci. Skrepowali jak psa! A panu zachcialo sie dodatkowo po zabiegu mnie zwazyc. Wsadzil na wage, a ja w podskoki. Wynik wahal sie miedzy 5 i 15 kilogramow. Czy on nie zrozumial, ze chcialem juz byc poza tym przybytkiem psiej niedoli?! Wyszedlem, wysikalem sie pod schodami i zadowolony pozwolilem sie wsadzic do wozka. Przed nami dluga droga i to ulicami, pancia sama juz chciala wypoczac i tylko pchac wozek, zamiast za mna sie uganiac po ulicach.  A jednak wole moja spokojna dzielnice, chociaz tak blisko kota, nos w nos, spotkac moge tylko u weterynarza. 


niedziela, 22 stycznia 2017

Zdrowka Jubilacie!

Dzisiaj Dino ukonczyl 7 latek.
22 Stycznia 2010 roku przyszedl na swiat malenki czarno-bialy klebuszek. Nie wiedzial jeszcze wtedy, ze ten swiat zafunduje mu tulaczke i brak prawdziwego domu. Blakal sie po ulicach, glodny i umeczony. Z lapanki trafil do schroniska dla bezdomnych zwierzat. Nazwano go tam Guincho. Bylo to na wyspie Lanzarote. Po trzech latach Pani Kleppinger z Worms zabrala go do swojego prywatnego przytuliska dla psow i kotow. Tam przeszedl wszystkie badania, wyleczono go z glodowania i otrzymal paszport na wszystkie kraje Unii Europejskiej. Miesiac przed swoimi szostymi urodzinami, 13 grudnia 2016 roku znalazl prawdziwy, przytulny, przyjazny, kochajacy go dom. Nasz dom. Jedrus spolszczyl nieco jego imie i nazwal go DINO. Dzisiaj cala dzielnica, gdzie mieszkamy, zna Dino doskonale i gdziekolwiek sie pojawimy, kazdy usmiecha sie na jego widok. Dzieci za Dinkiem przepadaja; ze wzajemnoscia. 
Dzisiaj nasz Dinus konczy siedem latek. Dzien byl przepiekny; rano dlugi spacer po lesie i przesliczny wschod czerwonego slonka. Niebo bezchmurne, jak na zamowienie. Zabawa z pileczka i "lesne" sniadanie, jak codzien, czyli nazwane przeze mnie orzeszkami miekkie, suche koleczka z miesa, jarzyn i ryzu. Po bieganiu za pileczka i aportowaniu to prawdziwa uczta dla Dinusia :) W domu rodzinny odpoczynek; cala trojka drzemiaca na wygodnych lozkach. Popoludniowy spacer byl jeszcze cieplejszy. Cale rodziny wyruszyly na spacery po lesie i sciezkami przy lotnisku. Pieskow duzo, duzo biegania po trawiastej plycie lotniska, czyli CALA NAPRZOD!  Raj dla naszego Dinka :) Szczesliwy i rozbawiony wrocil z nami do domu, aby zjesc obiadek. Ale smakowalo!

Dineczku, zyczymy Ci zdrowka i radosci,
pelni szczesliwosci w naszym wspolnym
domku. Niechaj nigdy nie opuszcza Cie
ta energia, ten dynamizm, jakim tryskasz
i to kochanie, jakim nas obdarzasz. My
rowniez bardzo Cie kochamy Pieseczku
i zrobimy wszystko co w naszej mocy,
abys byl szczesliwy i kochany przez caly
Wszechswiat. Wspanialego Zycia Dinusiu!



poniedziałek, 16 stycznia 2017

W srodku Zimy - Wiosna

Wcale mi nie przeszkadza taka wiosenna pogoda. Jestem cieplym wyspiarzem, urodzonym tam, gdzie nie znaja sniegu i nie wiedza, co to zima. Bo kto na Lanzarote, wyspie kanaryjskiej, lepil kiedykolwiek balwana? W ichnim slowniku nie znajdziesz nawet takiego hasla. W Haßloch, w tym roku dzieci mialy zime jeden dzien. Nawet pancia wyciagnela saneczki, chyba ku mojemu zgorszeniu, bo pan ciagnal saneczki z pancia, a ja bieglem obok i sie denerwowalem, ze musze za nimi biegac, a nie obok panci na nich siedziec. Obiecali, ze jutro pojade, a jutro juz sniegu ani sladu. Ja obiecalem mojej Czytelniczce, ze zrobie orzelka na sniegu, ale moi byli tak zajeci jazda na saneczkach, ze o orzelku zapomnieli. Pomyslalem sobie ... ok, jutro ... No i co?? Jutro wrocila wiosna. Dzisiaj to polowa stycznia, byc moze jeszcze spadnie snieg, ale marne szanse, bo przeciez w dzien mamy 16 stopni w plusie! OK, obaj z panem jestesmy cieplolubi, ale co z ta jazda na saneczkach i z obiecanym orzelkiem?

Wyczerpany myslami zasnalem na wiosennym slonku
I tak codziennie od dnia jednodniowej "zimy"
Nie ma sprawy, przeciez cieplutko, jak w uchu :)
Zdrzemne sie; moze sie przysni jazda na saneczkach i orzelek na sniegu?
Hau, hau, hau ...

Drzemiace pozdrowienia dla mojej milej Czytelniczki :)

środa, 7 grudnia 2016

wtorek, 6 grudnia 2016

Psikolajki.

Za piekny psikolajkowy prezent podziekowalem dzisiaj rozweselonym ogonkiem, a gdy przyjdzie pora wigilijnej wieczerzy, podziekuje za wszystko ludzkim glosem. 



Narazie rozumiemy sie doskonale, pancia wyczuwa kazdy moj gest i rozumie kazde moje spojrzenie. Mowi, ze jestem grzeczny, nie liczac tych ekscesow, za ktore musiala potrzasnac trzosem i za gonitwe za kotami. To pierwsze minelo, a te koty ... Psikolaj powiedzial, ze powinienem nad tym zapanowac, a ja obiecalem, ze ... no, zobaczy sie. Narazie nie bede nad tym rozmyslal, bo dzisiaj wesoly psikolajkowy dzionek. Rano na spacerze bylo tak mglisto, ze kotow na swojej drodze nie zauwazylem. Pancia wybrala nowa droge i nowe na niej zapachy. Bylem nimi zbyt zajety, zeby myslec o tych wkurzajacych futrzakach. 

Wszystkim tym, ktorzy lubia dostawac 
Mikolajkowe Prezenty zycze, aby rozswietlily 
one mglisty, poznojesienny dzionek i twarze,
z ktorych niech nie znika nigdy usmiech :)


poniedziałek, 5 grudnia 2016